TaiwanGun.com

Repliki i akcesoria ASG
TWOJE KONTO
Logowanie Rejestracja

TWÓJ EKWIPUNEK

produktów: 0
na kwotę 0,00 przejdź do koszyka
  1. Strona główna
  2. Artykuły
  3. Recenzje
  4. Test broni PJ 300

Test broni PJ 300


Gdy kupujemy do domu sofę chcemy taką, na której się nam wygodnie siedzi. Nie sprawdzamy czy jej konstrukcja jest zrobiona z brzozy, sosny czy może metalu. Gdy kupujemy nowy samochód chcemy by świetnie jeździł, dobrze wyglądał i był dość niezawodny – ale co do tego ostatniego kierujemy się opiniami innych użytkowników i ich doświadczeniami, bo na pytanie czy nie spotka nas usterka żadne rozkręcanie nawet nowego silnika samochodu nam nie odpowie.

I właśnie taki – użytkowy – charakter ten test. Celem nie ma być udowadnianie wyższości zębatek X nad zębatkami Y. Kupujemy karabiny kierując się też emocjami – mają fajnie wyglądać i dawać nam radość z zabawy. Zatem popatrzmy jakie wrażenie z 1 dnia użytkowania sprawił na mnie: PJ LR300

Zaczęło się od hasła: “fajnie, że pomyślałeś o takim teście, w takim razie dam Ci do sprawdzenia LR300”. Wszystko pięknie, ale co to jest to LR300 – pomyślałem. Chwila współpracy z Google i już wiem. Broń na bazie rodziny “M4/M16”. Dobra, fajnie – dotknę, to będę wiedział więcej. Miałem się cieszyć egzemplarzem przed seryjnym, który rozpoczyna nową serię tej broni wykonaną z poprawkami i udoskonaleniami.

Gdy dzień później karabin trafiał w moje ręce zacząłem się zastanawiać kto był konstruktorem. Pierwszy rzut oka na LRkę i zacząłem się zastanawiać nad dwoma wariantami – albo jest to konstrukcja jakiegoś powstańczego tajnego warsztatu rusznikarskiego, albo broń budował ktoś, kto nie wzrusza się czymś takim jak wygląd. Można to jeszcze wybaczyć pod warunkiem, że karabin obroni się w normalnym użytkowaniu.

Warto zauważyć, że LR300 sprawia bardzo dobre wrażenie co do wykonania i spasowania części. Zacząłem nim machać, kręcić w solidnym uścisku i potrząsać żeby wydobyć dowody niedoskonałości montażu i… guzik – karabin spasowany porządnie i równie dobrze skręcony. No dobra, to teraz złóżmy kolbę i to samo. Inżynierem nie jestem. Airsoft to dla mnie od 5 lat tylko wspaniała zabawa i reset po męczącym tygodniu, więc wieczorem czekały mnie małe wyzwania, które nazywały się: ‘naucz się obsługi składanej na bok kolby’ oraz ‘wymyśl jak otworzyć foregripa żeby zamontować baterię’.

Pierwsze z zadań zajęło mi jakąś minutę – kolba w miejscu zawiasu ma wędrować do góry i już wszystko jest pięknie, da się ją złożyć.


Fot. 1 – tak składamy kolbę

Można testować dalej. No to jest jakiś nieplanowany dźwięk przy złożonej kolbie? Oooo, jest! Nie wiem czy to wina egzemplarza przed seryjnego czy ogólnie tego modelu, ale złożona kolba ma na tyle luzu, że ma szansę lekko się kiwać i stukać w body.


Fot. 2 – widok na złożoną kolbę

Co do innych dźwięków to chwilę później przypadkiem stuknąłem lufą o coś w garażu i ten metaliczny dźwięk był miły dla ucha; prawie jak elektryczna gitara :) No to do roboty – pomyślałem sobie chowając LRkę do pokrowca – sprawdźmy co naprawdę potrafi.


Fot. 3 – żywa stal czyli porządna lufa

Żeby dało się postrzelać trzeba było zabrać się za drugie z zadań, jakie mi zaplanował karabin. Czyli nakarmić go prądem. I to drugie zadanie wymagało tyle samo myślenia plus trochę więcej siły. Zawsze wolę rozwiązania gdzie się myśli niż te, gdzie trzeba być minimum małą kopią Pudziana. Pewnie dlatego, że mi do niego duuużo brakuje.
No ale mieliśmy opowiadać o kondycji LR300, a nie mojej. Przedni chwyt jest kawałkiem plastiku, który jest odpowiednio “chropowaty”, co znacząco ułatwia trzymanie. Nawet rękawiczka taktyczna Made by Castorama się nie ślizga. Kolejny plus. Wracam do otwierania foregripa, bo bateria leży obok mnie i pytająco spogląda na moje wyczyny. Hmm. A tę osłonę to mam przesuwać wzdłuż lufy czy jakoś w dół...? Na logikę to to pierwsze, ale jakoś opornie mi idzie. W sumie fajnie testuje się karabin bez instrukcji obsługi. Założę się, że jakieś 80% kupujących mimo, że wraz z karabinem ma komplet instrukcji robi jednak tak samo jak ja. Polacy to naród lubiący wyzwania.

Po chwili udało się otworzyć osłonę (przesuwamy ją wzdłuż lufy w kierunku tłumika płomienia) – do tej pory nie wiem czy coś tam odpowiednio ścisnąłem czy to był efekt działania siłowego. Zdecydowanie powinienem czytać instrukcje. Jeszcze co do tej strony LR300 to podoba mi się sposób mocowania ‘ucha” do pasa nośnego – jest wygodny w obsłudze i pozwala na szybki dostęp do miejsca montowania baterii.


Fot. 4 – przedni chwyt i jego otwieranie oraz „ucho” montażu pasa nośnego

A, gdy już jesteśmy właśnie przy baterii, to moim zdaniem standardowo montowana sprężyna (mocna – 125 m/s!) potrzebuje baterii o napięciu 9,6V by zachować przyzwoity ROF. Dobrze że Krakmani pomyśleli o tym i do zestawu dają baterie o napięciu 9,6V . Myślę, że nie tylko w chłodniejsze dni wyższe napięcie polepszy zabawę.

Bateria naładowana, magazynki gotowe – LRka przygotowana na niedzielne strzelanie. Zanim zabawa zaczęła się trzeba było ustawić hop-up i zgrać kolimator z bronią. Regulacja hop-up`a pokazała drobną wadę – osłona wyrzutnika łusek nie trzyma się w pozycji otwartej; szkoda że nie jest wyposażona jak moja stara eMka z Classic Army w magnesik, który po otwarciu trzyma osłonę przy body karabinu. Mała rzecz, a trochę drażni. Jedziemy dalej :) Do testu i później zabawy użyłem kulek PJ 0,2g. i skuteczny zasięg strzału w linii prostej wynosił prawie 60m.
Tyle uzyskałem po “rozgrzaniu” gumki hop-up, która po dniu zabawy okazała się drugim (po baterii) elementem, który bym chętnie od razu zmienił na coś lepszego. Standardowa gumka w chłodne jesienne dni daje taki efekt, że dopiero po oddaniu kilku szybko następujących po sobie strzałów (w serii to było 5-6 kulek) kolejne trzymały pożądaną poziomą linię lotu. Nie jest to coś, co tygrysy lubią najbardziej, bo przy strzałach na granicy zasięgu zdarzyło mi się dwa razy, że ostrzeliwany kolega zaproponowanych mu na klatę kulek nie odebrał, tylko zdążył malowniczo bryknąć za pobliskie drzewo. Za to później nie mógł wystawić ani kawałeczka siebie zza tego drzewa, bo celność stockowej lufy LR300 jest bez przesady świetna.
W mojej eMce z CA od 4 lat miałem lufę 6,03 i ta standardowa tu w LRce jest – co do efektu – conajmniej tak samo dobra! W momencie kiedy na spokojnie przymierzyłem (dziękuję Ci za pomoc mój wierny stary kolimatorze) i pojedynczym strzałem trafiłem w mały kawałek wystającego zza drzewa oporządzenia kolegi naprawdę polubiłem tę broń. Mogę jeszcze pomarudzić na chwyt pistoletowy, który jest wyprofilowany w nietypowy (dla mnie) sposób – nie tylko od strony palców, ale także od strony wnętrza dłoni gdzie ten profil to jest wypustka w połowie długości chwytu (po co?). Może ja się nie znam na najnowszych zdobyczach konstruktorów broni, ale po prostu mi ten elemencik się wbijał w dłoń i tyle.


Fot. 5 – Niezbyt ergonomicznie wyprofilowany chwyt

Jeszcze co do wrażeń z zabawy – podczas dnia strzelania biegałem po lesie usiłując zrobić samym sobą przewagę liczebną. Efekt taki, że prócz mnie biegł jeszcze stuk kolby o body karabinu. Wspominałem już o tym, więc nie będę rozwijać tego wątku. Po prostu do poprawki. Ostatnia rzecz jaka przyciągnęła moją o uwagę to kierunek składania kolby. Po całym dniu zabawy pomyślałem sobie, że wzorem np. MP5 ze “stajni” firmy Cyma (czyli model CM.041) kolba mogłaby składać się na prawą stronę tak, by w pozycji złożonej nie zasłaniać przełącznika trybu ognia. Oczywiście da się nim operować przy złożonej kolbie, ale… Czepiam się? Może troszkę :) W końcu to ma być test użytkowy, a nie opis jak karabin wygląda wisząc na ścianie.
Jeszcze o selektorze – dla mnie: wzorowy. Wyraźny „klik” przy przełączaniu, nie ma luzów, selektor daje odpowiedni opór. Dla mnie takie drobiazgi są bardzo ważne, bo mówią o tym jak konstruktorzy i fabryka przykładali się do swojej pracy. A robotę wykonali solidną. Niby drobiazg, a dodatkowo budzi zaufanie do repliki.


Fot. 6 – Podoba mi się jakość wykonania repliki

Po całym dniu zabawy, gdy już w domu szukałem w internecie różnych zdjęć LR300 trafiłem na takie, gdzie ktoś mnie zaskoczył możliwością modyfikacji tej broni. Otóż pod lufą, na wysokości przedniego przyrządu celowniczego (czyli jeszcze przed początkiem foregripa) zamontowano krótką szynę i na tej samej wysokości dwójnóg. Zresztą sami zobaczcie ZM Weapons Model LR300. I jeszcze jedna ciekawostka z granatnikiem i inną kolbą ZM LR300.

Podsumowując – mimo drobnych minusów opisanych wcześniej uważam, że LR300 to dobry karabin. Szczególnie trafny wybór dla tych, którzy nie planują robić “choinki” ze swojego karabinu, a chcą się od początku posiadania karabinu cieszyć dość dobrymi osiągami i znakomitą celnością. Jego wygląd nie zaprasza do lansu, ale można zrobić lepsze wrażenie odstrzeliwując kolegom tę mniej szlachetną część pleców karabinem całkowicie stockowym. Miłej zabawy !

MAJKI

PayPal DotPay DPD Żagiel
© 2006-2010 Krakman SC. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Wszystkie znaki i nazwy handlowe należą do ich właścicieli, podano je jedynie w celach informacyjnych.
Realizacja: i-Sklep.pl militaria | wyposażenie taktyczne | pistolety | BB guns | airsoftguns | Tajwangun | ASG
[No JavaScript support]